Wchodząca na nowe ścieżki.
Ach!
Tak ciężko było mi odkleić od siebie powieki, sklejone przez
rozmazany makijaż. Z imprezy urodzinowej Lysandra wróciłam zdecydowanie za
późno, czego skutkiem był mój skacowany stan, mimo tego, że nie wzięłam ani
łyka alkoholu. Gdy tylko jakimś cudem powróciłam do domu to od razu doczołgałam
się do łóżka, by na nim zalegnąć. Podsumowując, masakra! Obróciłam się na drugi
bok i przycisnęłam głowę do poduszki. Chciałam spać. Bardzo. Lecz nie było mi
to dane, gdyż do wrót mojej groty agresywnie zapukano.
- Sucrette za chwilę będzie obiad. – Że
co? To która godzina? Podniosłam się do góry i rozejrzałam po łóżku za
telefonem. Odnalazłam go na podłodze, po czym sprawdziłam wyświetlacz. O
kurczę, to już czternasta… Przegięłam z tym snem. Nawet gospodarz wczorajszego
spotkania już nie spał, bo dzwonił do mnie kilka razy. Zbierając się spod
kołdry, wybrałam numer, aby oddzwonić.
- Halo? Kochana wszystko dobrze? –
Rozległ się w moich uszach jego zmartwiony głosik. Nadopiekuńczość to jego
cecha wrodzona.
- Tak, spałam. Przepraszam, że nie
odbierałam. Co się stało? – Zapytałam, otwierając jedną ręką szafę. Szukałam w
niej jakiś ubrań, żeby zrzucić z siebie po miętoloną sukienkę.
- Teraz trochę na to za późno, ale
Kastiel pilnie chciał z tobą porozmawiać. Ja zresztą też. – Zrobiłam wielkie
oczy. To brzmiało groźnie, czyżbym coś przeskrobała? – Ojj nie martw się. To
nic negatywnego. – Dodał, widocznie zorientował się, że mógł mnie przestraszyć.
Ten to zawsze myśli o innych i próbuje wejść w ich skórę. Cudowny. Przewiesiłam
sobie ręcznik i ciuchy na rękę, następnie udałam się do łazienki.
- To możemy pogadać w szkole. –
Zaproponowałam, odstawiając rzeczy na półkę. Przejrzałam się w lustrze i prawie
padłam za zawał. Oczy przez kosmetyki popuchły mi lekko, a czarny dusz
obrysował je, jak u pandy. Włosy to istna kupa siana, matko…
- Właściwie… Chyba, żebyśmy mogli
przyjść na chwilkę przed twój dom? – Przetarłam dłonią mój blady policzek. To
zły pomysł, aby wystawiać się im na ślepia. Nie chciałabym ich wystraszyć, tym
bardziej takiego przystojnego Lysandra.
- Dziś odpada. Nie wyglądam zbyt
dobrze. – Westchnęłam.
- Proszę tak nie mówić. Możemy podejść
za niedługo? – Chyba nie ma rady.
- Dobrze. Jak coś do dzwoń. Idę się
wykąpać. – Oznajmiłam ulegając sile jego głosu. Sama chciałam go zobaczyć,
najwyraźniej się uzależniłam.
- Miłej kąpieli. – Życzył uprzejmie, a
ja podziękowałam i się rozłączyłam. Zerknęłam ponownie do lustra, na swoje
suche usta. Dotknęłam ich subtelnie palcem wskazującym na wspomnienie
wczorajszego pocałunku z Lysandrem. Ciekawe, czy powtórzy wkrótce ten gest
przyjemności? Może jestem zachłanna, bądź wykazuję jakiś stopień zboczenia, ale
podobała mi się taka odważność ze strony mojego cnotliwego chłopaka, po którym
się tego w zupełności nie spodziewałam… Znaczy w przeciągu tak krótkiego czasu
bycia oficjalnie razem.
Usiedliśmy przy stole całą rodziną, jak
to mieliśmy w zwyczaju w niedzielę. Spojrzałam na moją siostrę, która wciąż
była na mnie obrażona i unikała mnie, jak ognia. Martwiło mnie to, bo to
pierwszy raz, kiedy, aż tak się na mnie pogniewała. Ehh… Właściwie to tak na
nią spoglądając przypomniałam sobie, że nie usunęłam tamtego postu z zapytanie
o tożsamość muzyka na grupie z koncertu. Muszę to zrobić, bo nie chciałabym być
nie fair w stosunku do Lysandra. O! Chyba o wilku mowa. Popatrzyłam pod stół na
dzwoniący telefon. Odrzuciłam połączenie, traktując je jago sygnał do wyjścia.
Podziękowałam rodzinie za towarzystwo przy posiłku, odniosłam talerz do kuchni,
po czym ubrałam botki oraz płaszcz i wyszłam przed dom. Lysander czekał na mnie
razem z swoim buntowniczym przyjacielem. Przywitałam się z nimi i odeszliśmy
kawałek od mojego mieszkania, aby rodzice się mnie nie czepiali. Cóż, oni
jeszcze nie wiedzą, że mam chłopaka i jak na razie nie chciałam im o tym mówić.
Kiedyś pewnie nadejdzie dzień, w którym przedstawię im Lysandra, właśnie,
kiedyś.
- No więc, o czym chcieliście
porozmawiać? – Zapytałam zaciekawiona, a Kas uśmiechnął się jak biznesmen
posiadający dla mnie wyjątkowo korzystną umowę, z której to on najbardziej skorzysta.
- Tak się nad tym zastanawiałem.
Uczyłaś się śpiewu? – Zainteresował się buntownik.
- Nie, ale w gimnazjum bawiłam się z
kolegami w kapelę. Występowaliśmy często na szkolnych wydarzeniach. Czemu
pytasz? – Zmarszczyłam brwi zdziwiona, a Lysiu wbił we mnie zaniepokojony
wzrok.
- Z kolegami? – Wyłapał z mojej wypowiedzi
i powtórzył. Widocznie ten fragment mu najbardziej się nie podobał.
- Tak. Ale to przeszłość, nie mam z
nimi kontaktu…
- To nieważne. – Przerwał mi Kastiel,
kładąc dłoń na moim ramieniu. Dla Lysandra to chyba było ważne, zważywszy na
jego zmartwiony wyraz twarzy. – Powiedz, nie chciałabyś znów zacząć śpiewać w
zespole? – Jego kąciki ust wygięły się do góry, tak samo jak skaczące brwi.
- Chcesz mi coś zaoferować? – Dopytałam
zaciekawiona. W sumie dobrze wspominam tamten okres w życiu i z przyjemnością
bym go powtórzyła. Wszystkie emocje związane z dawaniem od siebie sto procent w
śpiewaniu były ekscytujące. Byłam wtedy przesiąknięta muzyką.
- Owszem. Wydajesz się w porządku laską
i myślę, że można ci zaufać, dlatego proponuję ci, abyś dołączyła do mnie i
Lysa. Piszesz się na to? – Powiedział żywiołowo, a mi zabiło szybciej serce w
podekscytowaniu. Mogłabym znowu się bawić… Nie, robić to profesjonalnej. I kto
wie, może nawet zbliżyłabym się do magicznego świata muzyka… Spojrzałam na Lysandra,
chcąc zobaczyć jego minę, a on uśmiechnął się, tak jakby dołączał się do oferty.
Miałabym kolejny element, łączący mnie z nim. Dzieliłabym z nim pasję, to
niewiarygodne!
- Tak, chętnie! – Odpowiedziałam
szczerząc się w szczęściu. Kastiel także wyglądał na zadowolonego z siebie.
Ach, czyli rozpoczynam kolejną przygodę w moim nudnym życiu! Nie mogę się już
jej doczekać!
Na dworze świeciły gwiazdy, kiedy
zasiadłam za laptopem z zamiarem usunięcia postu. W końcu miałam chwilę, aby się
za to zabrać. Od jutra rozpoczynam po szkolne próby z Kastielem i Lysandrem,
więc wolnego czasu będę miała niewiele. Równocześnie o wiele więcej chwil będę
spędzać z moim ukochanym. Cieszę się na to. Włączyłam odpowiednią stronkę. O.
Ktoś zdążył mi napisać komentarz. Z ciekawości zaczęłam go czytać i wtedy
odezwały się we mnie wyrzuty sumienia i rozdarcie, gdyż jakaś dziewczyna
twierdziła, że zna tożsamość mojego muzyka i może nas umówić… No i co miałam
zrobić?